Słowa wstępu
Wpisy na blogu pojawiają się ostatnio rzadko. Naprawdę męczące nie było samo pisanie, tylko pisanie pod słowa kluczowe, pod algorytmy – i w ogóle wszystko to, by wpis jako tako był widoczny w Google.
Doszliśmy do momentu, w którym wszystkie wpisy wyglądały jak jedno wielkie, sztucznie generowane gówno, gdzie zmieniały się tylko słowa kluczowe, a na zadane pytanie nie dostawaliśmy odpowiedzi.
Nie cierpiałem pisać pod ten sztuczny twór. Raz, że to sprzeczne z moją naturą wysławiania się, a dwa – że i tak nie do końca ufałem „specom” od „pseudo marketingu”, czyli takim, którzy napędzali swoimi szkoleniami tylko swoją widoczność, a nie jakąkolwiek znaczącą treść.
Więc TAK – przez jakiś czas tworzyłem nie dla siebie, tylko pod widoczność. Wstyd.
Na szczęście to się zmienia i mamy powrót do korzeni – zarówno w internetach, jak i na mojej stronie.

Dwór w Bosowicach
No dobrze. Powiem, ile ja wiem, bo resztę – skierowaną dla klienta – można przeczytać przecież w ofercie, którą prowadzi pani Bożena Warszawa.
Sam dwór znajduje się sporo na północ od Krakowa. Jadąc do owej miejscowości, od razu rzuca się w oczy sielskość okolicy.
Sam dwór, położony na 4 hektarach, również potęguje takie wrażenie. Wrażenie robi jednak wnętrze – a konkretnie zbiory zebrane przez obecną właścicielkę.
Dla fanatyków starych przedmiotów, takich jak obrazy, instrumenty, narzędzia, kufry i w ogóle wszelakiej maści „bibeloty” – będzie to niczym wizyta w Legolandzie.
O ile tutaj – na tym wpisie – zdjęć ze środka nie zobaczycie, tak już na filmie (do którego link będzie na końcu) – tak.
TTFotografia skupiała się na filmie oraz materiałach dronowych.
Stąd dwa, a nawet trzy tygodnie czekania na dogodne warunki.
No cóż – lipy nie robimy.
Z góry widać, jak ogromny jest ten teren, a przede wszystkim – jak wielki spokój można tam zastać, kiedy wokół tylko pola i lasy.
Jest tam coś, czego nie poczułem od bardzo, bardzo dawna.
Tak sobie, wchodząc na taras, by zrobić tam zdjęcia, po prostu przystanąłem, by popatrzeć na okolicę.
Było ciepło, świetna przejrzystość. W oddali odzywał się kogut, gdzieś latał bocian. Niczym wakacje u babci, kiedy jeszcze miejscowości pod Krakowem były autentycznymi wsiami,
pełnymi właśnie kur, kaczek, gęsi, krów, koni, a wokół pola, nie wypełnione osiedlami z projektami znalezionymi w koszu w Biedronce.
Bardzo dawno nie miałem takiego wrażenia.

Garść historii
Sam dwór jest z XIX wieku, chociaż natykając się na fanowskie fora, trafiłem na informacje sugerujące, że fundamenty mogą być starsze. I to sporo.
Dwór należał onegdaj do rodziny Bosowskich herbu Ślepowron, a sam hrabia Józef Bosowski – za udział w powstaniu styczniowym – majątek mu odebrano, a sam został zesłany na Syberię, z której jednak powrócił.
Wielokroć zmieniał właścicieli, a w czasie II wojny światowej był siedzibą Gestapo.
Cudem uniknął zburzenia, gdyż – jak nam doniesiono – wszystko uratowała gwiazda na ścianie, przez co „wyzwoliciele” spod znaku czerwonej gwiazdy uznali, że „to nasze”.

Zakończenie
No i to w zasadzie tyle z mojej strony.
Nie naszą intencją jest namawiać na kupno, lecz zwykłe, proste pochwalenie się, co i gdzie działamy.
Fotografowanie dworów w zasadzie przypomina siedliska. Trzeba je poczuć – ale nie tylko w granicach działki, co w płynącej historii.
Nie suche daty, lecz te subtelne emanacje ze starego kamienia, drewna.
Tak, to już podchodzi pod metafizykę – ale przecież robienie zdjęć to „łapanie duszy”. Nie tylko ludzi.



